Logowanie
Cyklicznie w ROCKZie
Newsletter ROCKZ KLUBu
Statystyki online
Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości| Witamy MADSEED na trójmiejskiej scenie rockowej |
| Wpisany przez Domi & Dorota |
| Poniedziałek, 22 Luty 2010 13:53 |
|
Wieczór rozpoczął koncert zespołu Stone Crow, który tego dnia zadebiutował na naszej gdyńskiej scenie muzycznej. Aby szybko rozgrzać publiczność od razu wyciągnęli ciężkie działo w postaci słynnego „Noża” Illusion. Skutecznie przyciągnęli ludzi pod scenę i takie wsparcie mieli tam już do końca. Pierwszy raz zawsze trochę boli, można więc było wyczuć, że panowie mają lekką tremę. Dzielnie jednak sobie z nią poradzili. Dobry kontakt z publicznością i naturalne zachowanie sceniczne wokalisty przyciągnęło uwagę słuchaczy. Dość ciężki i brudny wokal Tytooza wydawał się chwilami jakby odbiegający trochę od całości, a muzyka zespołu jest jeszcze nie w pełni ukształtowana, ale na wszystko przyjdzie czas, w koncu to dopiero początek... Na scenie chłopaki czują się jak ryby w wodzie. Jak na debiutantów grali pewnie i zdecydowanie, wprowadzili dobra atmosferę na początku tego wieczoru. Nie zabrakło też wokalnego duetu - w przedostatnim chyba kawałku- 'Alcohaulin' Ass' (cover Hellyeah) Tytooza wsparł wokalnie Krzychu z (jeszcze wówczas) Lost Dogs. Stone Crow pokazali, że drzemie w nich spory potencjał, ale to czy panowie będą potrafili go wykorzystać zależy już tylko od nich samych. Nam pozostaje jedynie trzymać za nich kciuki i życzyć powodzenia! Chociaż pojawienie się tej kapeli na scenie Ucha w tym dniu było z początku nieplanowane, okazało się dobrym wyborem. Charyzma i świetny wokal Mileny i tym razem przyciągał wzrok i słuch;) Usłyszeć można było kawal naprawdę dobrej muzyki, która złagodziła nieco oblicze tamtych czwartkowych koncertów. Niestety momentami sprawiali wrażenie jakby znużonych, na co być może wpływ miał fakt, że sporo osób postanowiło odwiedzić w tym czasie bar. Ale to ich strata - publiczność pod scena doceniła ten występ mogąc jednocześnie uspokoić się przy rockowych balladach. Dobrze, że w tym męskim gronie pojawiła się też tak uzdolniona kobieta jak Milena. Jako trzeci wystąpili Lost Dogs, którzy czuja się na scenie już tak dobrze jak piwo w pokalu ;) Razem ze zmiana nazwy, widać już powolna zmianę stylu – na scenę weszli w szykownych strojach, które wreszcie wydały się być zgodne z ich osobowościami. Ludzie nie oszczędzali gardeł i głośno przywitali (żegnając jednoczenie) LD na scenie. Momentalnie przy barierkach zrobiło się ciasno. Panowie pokazali klasę, zagrali znane już dość dobrze wielu osobom swoje własne kawałki, dorzucając tez parę cover'ow takich jak np. Porch, We die young, Lukin czy zostawione na samo zakończenie, nabierające już w sumie charakteru hymnu- „Rockin' in the free world”. Nie zabrakło też ogłoszenia zmiany nazwy- można było na własne oczy zobaczyć przepoczwarzenie się Lost Dogs w MadSeed (lepiej to zapamiętajcie, bo nie będę powtarzać;) Tłum pod sceną godny pozazdroszczenia i największa tego wieczoru zabawa publiczności. Oj, będą mieli co wspominać. Pozostaje tylko życzyć im powodzenia na Nowej Drodze Życia!
|


