Rockz'n'Shout
- Szewczyk Krz : Fajny pomysł ten rock w wolnych chwilach
- Goliath : A co za różnica? ;>
- marian filip : damian ma tu konto?
- Goliath : Dzisiaj zapraszamy na Filmowy Poniedziałek: "8 cześc prawdy" i "Lektor"!
- Goliath : koniec testu! :) Miłego korzystania! :)
- Goliath : test6
Tylko zarejestrowani użytkownicy
Logowanie
ROCKZ KLUB - Koncerty:
02.09 Hectic i Shadowsight [info]
08.09 Juggling Juglars i Edelweiss Piraten [info]
11.09 Social Cancer (Rock w Wolnych Chwilach)
21.09 The Grand Astoria
02.10 Thrill i Damage Case
05.10 !Ul
07.10 Preying Hands (DIY3m)
09.10 Dzieci z Beczek
22.10 Regardless Of Me
23.10 Merry Pop Ins
11.11 New World Depression
21.11 Kabanos
Archiwum
Statystyki online
Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości| Recenzja Slash "Slash" |
| Wpisany przez Domi |
| Czwartek, 08 Kwiecień 2010 11:03 |
Zapowiadana od jakiegoś czasu płyta słynnego gitarzysty od wczoraj jest oficjalnie dostępna w sklepach. Można ja jednak było usłyszeć w internecie już wcześniej, a poszczególne fragmenty i trailer wrzucony do sieci naprawdę skutecznie zachęcały do bliższego zapoznania się z całością. I słusznie, bo Slash udowadnia tym krążkiem, że nadal ma wiele do powiedzenia, a raczej zagrania na światowej scenie muzycznej. Muzykowi w sesji towarzyszyli basista Chris Chaney (Jane's Addiction) oraz perkusista Josh Freese (A Perfect Circle, Nine Inch Nails). Produkcją zajął się Eric Valentine. - ”Nie mam jakiegoś konkretnego celu. Chciałem odpocząć od polityki i demokracji zespołu, porobić trochę mojej muzyki”-mówił Slash na początku powstawania albumu. Do współpracy zaprosił wiele znakomitych osób, co sam skomentował: ”Wszyscy, którzy wystąpią na tej płycie są jakby znani. Grałem u nich, a teraz oni zagrają u mnie.” Ci „jakby trochę znani” to m.in.: Iggy Pop, Ozzy Osbourne, Chris Cornell, Lemmy, Dave Grohl, Kid Rock i... Fergie. Tak, to ta babka od Black Eyed Peas, której udział na tej płycie potrafi zdziwić. Jednak sama jej obecność na płycie jest równie zaskakująca jak wykonanie kawałka „Beautiful Dangerous”, w którym popisuje się naprawdę sporymi umiejętnościami wokalnymi. Aż szkoda,że nie zajmuje się więc rock'iem na co dzień. Większość piosenek to kawał dobrej muzyki zapadającej w ucho,choć nie wszystkie wybijają się jakoś poza określone, schematyczne ramy: np. taki „Promise”-utwór z udziałem Chris'a Cornell'a - przyjemny, acz mało wyróżniający się, przechodzi trochę bez echa...Tak na marginesie,to swoją drogą jednak na pewno lepiej jest wreszcie słyszeć głos Chris'a w otoczeniu gitar, niż sztucznych dźwięków Timbaland'a, więc się czepiać nie będę. Po przesłuchaniu płyty nie można oprzeć się wrażeniu,że każda z zaproszonych gwiazd przemyciła do wykonywanych piosenek coś ze swojej twórczości (no, może oprócz Fergie;) - tam gdzie pojawia się Lemmy – wyraźnie słychać Motörhead, a w piosence z Ozzy'm skojarzenia z dźwiękami Black Sabbath też nasuwają się same. Myslę, że przez różnorodność wykonań płynnie splecionych ze sobą dźwiękami gitary Slash'a, na tej płycie każdy znajdzie sobie coś dla siebie. Tak czy inaczej, pierwszy solowy album jednego z najsłynniejszych gitarzystów świata to obowiązkowa pozycja dla każdego fana dobrej muzyki. A takiej na płycie „Slash” z pewnością nie brakuje.
1. “Ghost” (feat. Ian Astbury & Izzy Stradlin)
|



Zapowiadana od jakiegoś czasu płyta słynnego gitarzysty od wczoraj jest oficjalnie dostępna w sklepach.